Zawsze kusiły mnie te piękne, czerwone truskawki w markecie w styczniu. Kiedyś dałem się skusić i bardzo się rozczarowałem – smakowały jak woda. Zaskoczyło mnie, gdy znajoma dietetyczka powiedziała mi, że znacznie więcej witamin i smaku znajdę w zwykłej paczce mrożonek. Teraz zimą omijam półki ze świeżymi owocami jagodowymi szerokim łukiem.
Dlaczego mrożonki są lepsze?
To proste. Owoce przeznaczone na mrożonki zbiera się w szczycie sezonu, gdy są najbardziej dojrzałe, pełne słońca, smaku i witamin. Zbierane w pełni dojrzałości (gdy zawierają maksymalne ilości witaminy C i polifenoli), są następnie szokowo mrożone w ciągu 2–8 godzin, dzięki czemu zachowują około 80–95% składników odżywczych. Straty są tu naprawdę minimalne.
W przeciwieństwie do warzyw, owoce jagodowe (maliny, truskawki, borówki) nie są blanszowane przed zamrożeniem. Po prostu się je myje i szybko zamraża. Pewna, niewielka część witaminy C ginie już na tym etapie. Ale największe straty powstają u nas w domu, podczas rozmrażania. Gdy owoce puszczają sok, to właśnie razem z tym sokiem ucieka spora część rozpuszczalnej w wodzie witaminy C. Ale nawet po tych stratach, mrożona malina zebrana w pełni lata i tak ma często o wiele więcej wartości niż jej „świeży” odpowiednik, który zimą jedzie do nas z drugiego końca świata, tracąc cenne składniki z każdym dniem podróży.
A co ze „świeżymi” owocami zimą?
Truskawki, maliny czy borówki, które widzimy na półkach w styczniu, przebyły tysiące kilometrów. Zostały zebrane, gdy były jeszcze zielone, a potem tygodniami podróżowały w chłodniach. W tym czasie tracą dużą część swoich witamin, a smaku nie nabierają nigdy. Dlatego mrożonki nie są gorszym zamiennikiem, lecz jednym z najlepszych sposobów na zachowanie letniego smaku i wartości odżywczych na zimę.
Jak wykorzystać mrożone owoce?
Oto kilka moich sprawdzonych sposobów, dzięki którym smak lata gości w mojej kuchni przez całą zimę.
Błyskawiczny sos do owsianki lub naleśników
To mój ulubiony patent. Garść mrożonych malin, truskawek lub owoców leśnych wrzucam do małego garnuszka. Podgrzewam na małym ogniu, aż puszczą sok i zaczną się rozpadać. Czasem dodaję odrobinę miodu. Taki gorący, aromatyczny sos to najlepszy dodatek do porannej owsianki, kaszy manny czy naleśników.
Domowy, zdrowy koktajl
Gdy mam ochotę na bombę witaminową, to jest mój ratunek. Do blendera wrzucam garść mrożonych owoców (np. mieszanki jagodowej), dodaję banana dla słodyczy, zalewam jogurtem naturalnym lub mlekiem i miksuję. Koktajl jest od razu gęsty i zimny, jak najlepszy smoothie z kawiarni.
Prosty, domowy kisiel
Zapomnij o proszku z torebki. Garść mrożonych wiśni lub porzeczek zalewam w garnku wodą, dodaję cukier i gotuję. Gdy owoce zmiękną, wlewam rozmieszaną w odrobinie zimnej wody mąkę ziemniaczaną i gotuję, aż zgęstnieje. Smakuje jak u babci i jest o niebo zdrowszy.
Nadzienie do ciast i drożdżówek
Mrożone owoce to idealny farsz do szybkich wypieków. Śliwki układam na prostym cieście ucieranym, a wiśnie mieszam z cukrem i używam jako nadzienie do drożdżówek lub kruchych rogalików. Ważne, żeby nie rozmrażać ich wcześniej – dzięki temu nie puszczą za dużo soku i nie zrobi się zakalec.
Czytaj też:
Wieczorem tylko zalewam, a rano mam zdrowe, sycące śniadanie. Bez gotowania i pośpiechuCzytaj też:
Rano jem ją na ciepło i czuję ulgę w jelitach. Ta owsianka stawia mnie na nogi
