Zanim zaleję rosół wodą, robię 1 rzecz z warzywami. Smakuje nieporównywalnie lepiej
Aby rosół był dobry, potrzebne są właściwe proporcje mięsa i warzyw, odpowiednia ilość wody oraz spokojne gotowanie. Ostatnio do tej listy dopisałem jeszcze jedną rzecz. Zamiast wrzucać wszystkie surowe warzywa prosto do wody, część z nich najpierw podsmażam.
Dlaczego warto podsmażyć warzywa do rosołu
Marchew, korzeń pietruszki i selera kroję na duże kawałki. Na dnie garnka rozgrzewam niewielką ilość oleju i układam warzywa tak, żeby miały kontakt z gorącym dnem. Powinny miejscami wyraźnie się przyrumienić. Pod wpływem wysokiej temperatury na powierzchni warzyw zachodzą reakcje odpowiedzialne za powstawanie nowych związków smakowych i aromatycznych. Po zalaniu wodą część tych smaków i aromatów przechodzi do wywaru.
Różnicę czuć szczególnie w rosole przygotowanym z mniejszej ilości mięsa. Wywar jest pełniejszy i nie sprawia wrażenia wodnistego. Zyskuje też mocniejszy, złocisty kolor.
Pora też dodaję do rosołu, ale nie rumienię go razem z warzywami korzeniowymi, ponieważ mocno przypieczony łatwo nabiera gorzkawego posmaku. Dodaję go później, już po wlaniu wody.
Jak podsmażyć warzywa, żeby rosół miał głębszy smak
Na duży garnek wystarczą 2–3 marchewki, 1–2 korzenie pietruszki i kawałek selera. Warzywa obieram, kroję na kilka dużych części i dokładnie osuszam. Na dno garnka wlewam niewielką ilość oleju i dobrze go rozgrzewam. Rozkładam warzywa i przez kilka minut obracam je, aż w kilku miejscach pojawią się wyraźnie złotobrązowe powierzchnie. Nie dopuszczam do ich przypalenia, bo czarne fragmenty mogą wprowadzić do rosołu nieprzyjemną gorycz.
Dopiero wtedy dodaję pozostałe składniki i zimną wodę. Po dodaniu mięsa i wody pilnuję już tylko spokojnego gotowania. Wywar powinien lekko „mrugać”, a nie intensywnie wrzeć.
Jeśli dodaję do rosołu cebulę, to robię to tak, jak moja babcia. Najpierw przekrawam warzywo na pół i mocno przypiekam suchą powierzchnię na patelni.
Inne sposoby na podkręcenie smaku rosołu
Podsmażanie warzyw nie jest jedynym sposobem na mocniejszy rosół. Kilka dodatków rzeczywiście działa, pod warunkiem że używa się ich oszczędnie. Rosół łatwo zagłuszyć, a wtedy zamiast smaku mięsa i warzyw zostaje głównie smak przypraw.
Lubczyk to mój pierwszy wybór. Świeżą gałązkę wrzucam pod koniec gotowania, a suszony lubczyk dodaję po szczypcie. Ma intensywny, charakterystyczny aromat, dlatego z większą ilością łatwo przesadzić.
Odrobina octu jabłkowego potrafi ożywić rosół, zwłaszcza jeśli wydaje się tłusty i trochę płaski. Nie wlewaj go jednak dużo. Zacznij od około 1 łyżeczki na duży garnek, wymieszaj i spróbuj. Kwasowość nie powinna być rozpoznawalna jako smak octu. Ma jedynie przełamać tłustość i sprawić, że pozostałe smaki będą wyraźniejsze.
Suszone grzyby dają zupełnie inny efekt. Jeden mały prawdziwek dodany do garnka wzmacnia wytrawny smak wywaru i wnosi sporo umami. Większa ilość zacznie jednak zmieniać rosół w zupę grzybową, dlatego tutaj umiar jest szczególnie ważny.
Liście pietruszki i łodyżki natki też warto wykorzystać. Zamiast wyrzucać łodygi, związuję je nitką kuchenną i dorzucam do garnka na część gotowania. Oddają sporo świeżego, ziołowego aromatu, a później łatwo je wyjąć.
A jeśli gotowy rosół mimo wszystko wychodzi zbyt delikatny, nie sięgam od razu po kostkę rosołową. Zdejmuję pokrywkę i pozwalam wywarowi jeszcze przez chwilę spokojnie się zredukować. Mniejsza ilość wody oznacza większe stężenie smaków, które już są w garnku. Czasem właśnie tego brakuje, a nie kolejnej przyprawy.