Naukowcy: „Blogerzy fitnessowi często udzielają wątpliwej jakości porad”

Naukowcy: „Blogerzy fitnessowi często udzielają wątpliwej jakości porad”

Dodano: 
fitness
fitness / Źródło: Shutterstock
Naukowcy postanowili zbadać, czy trenerzy fitness działający w Internecie mają kwalifikacje, by udzielać porad w tej dziedzinie. Wyniki były jednoznaczne.

Trenerki fitness publikujące treści na swoich blogach czy kontach w serwisach społecznościowych w większości nie mają wystarczających kwalifikacji, by to robić – mówi dr Elaine Ori z University of Alberta, która przeprowadziła pod tym kątem badania. Sprawdziła, czy najpopularniejsi blogerzy fitness w anglojęzycznym świecie rzeczywiście są „profesjonalistami”, czy tylko tak mówią, a na potwierdzenie swoich słów nie mają żadnych dyplomów ukończonych studiów, długoletnich kursów.

Większość internetowych trenerów nie ma odpowiedniego wykształcenia

Dr Ori wzięła pod lupę 194 anglojęzyczne blogi fitness i skupiła się głównie na osobach ich autorów. Tylko 16,4 procent z nich potwierdziło, że posiada jakikolwiek certyfikat, potwierdzający ich wiedzę z zakresu prowadzenia treningów, zajęć fitnessu, mimo że 57 z nich na blogach określa się „profesjonalistami w tej branży”. Co więcej, wykształceniem pomaturalnym w dziedzinach pokrewnych, takich jak fizjoterapia czy kinezjologia mogło się pochwalić tylko 11 osób. Jak zauważa dr Ori:

W sieci jest mnóstwo osób, które określają się jako specjaliści w branży fitness, ale tak naprawdę nie wiadomo, co to oznacza. Wykorzystywany jest stan tej branży, pod wieloma względami w niektórych krajach, jak USA, nieuregulowany prawnie.

Certyfikat kontra studia

Ten brak odpowiednich regulacji oznacza, że profesjonalistami mogą nazywać się na równi osoby po kursie weekendowym, na którym otrzymały jakiś certyfikat, jak i absolwenci kilkuletnich studiów, np. AWF-u.

Badaczka zebrała również uczestników do udziału w pewnym eksperymencie. Wydrukowała ze strony internetowej tekst znanej blogerki, który po części zawierał przydatne i wiarygodne informacje, a po części – wręcz przeciwnie. Uczestnicy zostali podzieleni na dwie grupy – w pierwszej znalazły się osoby, które otrzymały oryginalną wersję artykułu, a w drugiej ci, którzy mieli do przeczytania poprawiony tekst, już bez niewłaściwych porad. Okazało się, że większość czytających uwierzyła w treść niepoprawnego tekstu. Co ciekawe, wszyscy biorący udział w badaniu potwierdzili, że sam artykuł nie stanowiłby dla nich jedynego źródła wiedzy, ewentualnie podstawę, której uzupełnienia szukaliby w sieci dalej. I to dr Ori ucieszyło.

Blogi fitness jako źródło inspiracji

Badaczka przyznaje, że blogi mogą stanowić źródło inspiracji i motywacji. Można na nich porozmawiać z innymi początkującymi, dowiedzieć się o nowych rozwiązaniach w branży fitness, nowego rodzaju treningach. Dr Ori zaleca jednak szczególną ostrożność w przypadku tekstów, które obiecują „schudniecie w dwa tygodnie” czy „5 skutecznych sposobów na szybszy metabolizm”. Co ciekawe, tego rodzaju treści pojawiają się najczęściej w tekstach o zrzuceniu tkanki tłuszczowej, tonizowaniu mięśni u kobiet, a także przybieraniu masy mięśniowej u mężczyzn.

Dlaczego takie treści mogą być niebezpieczne? Osoba zaczynająca przygodę z fitnessem może być rozczarowana, że nie uzyskuje szybkich efektów i albo zrazi się do aktywności fizycznej całkowicie, albo zacznie jej uprawiać zbyt dużo i zamęczy się fizycznie i psychicznie. Przesłanie powinno być inne: ćwiczenia przynoszą mnóstwo innych korzyści niż lepszy wygląd. Dzięki nim lepiej reaguje się na stres, lepiej się śpi i minimalizuje się ryzyko wystąpienia chorób przewlekłych.

Ćwiczenia nie są uniwersalne

Czyli nie u każdego zadziała to samo. Np. modny w ostatnich latach crossit stał się dla wielu osób źródłem kontuzji. Najczęściej dlatego, że od razu wzięły się one za tak intensywny rodzaj treningu, zamiast podchodzić do niego systematycznie. Nie ma więc co w 100 procentach ufać informacjom na blogach, mimo że, jak zaznacza Ori, stanowią one główne źródło informacji dla ćwiczących osób.

Dr Ori i jej zespół zbadali również aktywność blogerów w mediach społecznościowych. Okazuje się, że 90 procent z nich reklamuje tam swoje treści, to na informacjach z blogów budują swoje konta osobiste. A, jak zaznaczają naukowcy, ich zasięgi są znacznie większe niż się nam wydaje.

Czytaj też:
11 mitów na temat odchudzania, w które pora przestać wierzyć

Opracowała:
Źródło: Medicalxpress.com

Czytaj także