Wojna z solą

Wojna z solą

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. Stock xchng.hu
Amerykańskie władze planują stopniowe ograniczanie dopuszczalnej ilości soli w sprzedawanych produktach. Ich zdaniem, w ten sposób zmniejszy się konsumpcję soli, a co za tym idzie liczbę zgonów spowodowanych nadciśnieniem i chorobami serca.
Dopuszczalna przez Światową Organizację Zdrowia dzienna porcja soli wynosi 5g (łyżeczka do herbaty) dziennie łącznie z tym, co zjadamy z gotowymi produktami, a stanowi to 75 proc. spożywanej dawki. Nic więc dziwnego, że tu można szukać rezerw.

Obecnie Amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) pozwala producentom używać w swoich produktach dowolną ilość soli pod warunkiem, że poinformują o tym swoich konsumentów na etykietach.

 Niektórzy producenci już wzięli to sobie do serca i deklarują, że takie ograniczenia wprowadzą. Należy do nich  PepsiCo, który ma do 2015 roku zmniejszyć średnią zawartość soli w swoich globalnych produktach o 25 procent.

To kolejny etap wojny o sól w Stanach Zjednoczonych. Nowojorski Departament Zdrowia chce wydać zarządzenie, które zakaże właścicielom restauracji używania soli, a nawet  stawiania solniczek na stolikach. Nieposłusznym grozi grzywna do 1000 dolarów. Pomysł wspiera Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne.

Nietrudno się domyślić, że nie spodobał się on nowojorskim restauratorom, którzy zawiązali już koalicję przeciwko ustawie, zaś konsumenci zjednoczyli się na Facebooku pod hasłem "My Food My Choice" (moje jedzenie, mój wybór - ang.).

Tymczasem nie wszyscy zgadzają się z hasłem, że sól zabija.

Z mitem niezdrowej soli - relacjonuje  "Wprost" - walczy m.in. prof. Michael Alderman, epidemiolog z Albert Einstein College of Medicine w Nowym Jorku i były przewodniczący Międzynarodowego Towarzystwa Nadciśnienia. Przytacza rezultaty badań, w których wzięło udział ponad 100 tys. ludzi. W czterech na dziewięć  wykazano, że  ludzie dbający o zachowanie niskiego poziomu sodu w organizmie częściej niż inni trafiają do szpitali i częściej umierają z powodu powikłań kardiologicznych. W czterech innych nie zaobserwowano wyraźnych zależności. Tylko w jednym z badań wykazano, że sól powodowała problemy sercowo-naczyniowe, dotyczył on osób otyłych.

Według przeciwników ograniczania soli, sód, jej główny składnik, działa (podobnie jak czekolada) na ośrodek nagrody w mózgu, a jej niedobór może prowadzić do depresji i kłopotów z koncentracją.

Zdaniem Catherine Collins z londyńskiego szpitala St George's ograniczenie ilości spożywanej soli powinno dotyczyć wyłącznie osób cierpiących na nadciśnienie. U pozostałych wpływ soli na podwyższenie ciśnienia jest minimalny, a nawet obserwuje się tendencję odwrotną, a zbyt drastyczne ograniczenie spożycia soli może być nawet ryzykowne.

Prof. Judith Stern z Uniwersytetu California w Davis, ekspert do spraw żywienia i zdrowia twierdzi, że nie sposób dostarczyć organizmowi za dużo soli, bo w naturalny sposób reguluje to sam organizm, wysyłając sygnały z mózgu, określające, ile potrzebujemy sodu, aby nerki, serce i inne organy sprawnie funkcjonowały.

Kogo więc słuchać? Jak zwykle w podobnych wypadkach najlepiej posłuchać zdrowego rozsądku i zastosować złoty środek.

em, Onet, GW, "Wprost"

Czytaj także