Jabłka to samo zdrowie

Jabłka to samo zdrowie

Dodano: 
Jabłka
Jabłka / Źródło: Unsplash / Roman Kraft
Chlubą Polski jest jabłko. Jesteśmy największym producentem jabłek w Europie i trzecim na świecie, zaraz za Chinami i USA. Ale to nasze jabłka cieszą się sławą najsmaczniejszych, bo dzięki klimatowi ciepłych dni i chłodnych nocy, mają idealny stosunek cukru do kwasu. Dlatego kibicujemy pasjonatom dla których jabłka to nie tylko sposób na biznes.

W Zakamarku Klimczyce niedzielna sielanka. Kilkadziesiąt osób usadowionych na trawie, pod drzewami, na hamakach kosztuje lokalnych specjalności. Racuchy z jabłkami, tarty z pomidorów i rozmarynu rosnących w ogródku, ziemniaczana babka. Kozie sery od lokalnego hodowcy i świeżo wyrabiany twaróg. Wszystko ekologiczne, rodzime. Królami imprezy są jabłka, a dokładnie sok z nich, który Justyna Paluch, wraz z mamą Aliną i babcią Niną wyciskają we własnej tłoczni.

Śniadania na Trawie, bo tak nazywa się niedzielne wydarzenie, w tym sezonie podbiły serca lokalsów regionu i turystów. To jeden z wielu pomysłów Justyny Paluch i jej mamy, który nie tylko jest biznesem, ale ma służyć promocji regionu nadbużańskiego i jego smaków.

- Wspaniale jest w jednym miejscu odkryć smaki Podlasia. Kiszka ziemniaczana, pierogi ze smażonych ziemniaków, gorące drożdżówki z jabłkiem do niedawna spotykaliśmy w formie turystycznych ciekawostek. Śniadanie na Trawie to popis kuchni regionu i przykład lokalnego patriotyzmu. Tym bardziej mi bliski, bo sam pochodzę z Białegostoku i nareszcie jestem pewien, że kuchnia polskiej ściany wschodniej może bez kompleksów konkurować ze światową – tłumaczy Filip Turowski, bloger kulinarny, autor bloga Głodny Świata.

Justyna Paluch, 32 letnia psycholożka z wykształcenia, już siedem lat temu porzuciła życie w Warszawie, gdzie pracowała w firmie rekrutacyjnej, aby wrócić w rodzinne strony i pomóc babci i mamie w prowadzeniu sadu. Od pokoleń rodzina zajmowała się sadownictwem. Wszystko zaczęło się od dziadka Bogdana, który urodził się 11 listopada 1918, czyli w dniu, kiedy Polska odzyskała Niepodległość, i jako prekursor regionu postawił na rozwój gospodarstwa sadowniczego.


Ta data jest ważna dla Justyny i wszystkich w Zakamarku Klimczyce. Zaraz po tym, gdy sprowadziła się na Podlasie, właśnie 11 listopada zorganizowała imprezę na zakończenie zbiorów w sadzie, połączoną z pierwszym wytłaczaniem soków. Do dziś coroczna huczna impreza w stodole rozpoczyna czas tłoczenia jabłek.

Sam sad i handel jabłkami deserowymi (jabłko idealne - zerwane z drzewa, wielkości około 7 cm średnicy, odpowiednio wybarwione red.) wcale mnie nie kręcił. Zwłaszcza, że sadownictwo stawało się mniej dochodowe, bo sadów w okolicy przybyło. Szukałam nowych dróg – opowiada. Dlatego wypożyczyła mobilną tłocznie i wyprodukowała pierwsze trzy tysiące litrów własnego soku. Wówczas w Polsce było zaledwie kilku przedsiębiorców produkujących naturalne soki nisko pasteryzowane, a na Podlasiu żadnego, a więc wszystkiego uczyła się metodą prób i błędów. – Myślałyśmy, że 700 worków trzylitrowych i 200 pięciolitrowych starczy nam na dystrybucję przez całą zimę. Ale wszystko poszło w ciągu pierwszego miesiąca. W grudniu wytłoczyłyśmy dwa razy więcej soku, ale ten rozszedł się równie szybko. Było jasne, że to jest przyszłość - wspomina. I tak powstało Gospodarstwo Sadownicze Alina Paluch i Córka, produkujące sok Samo Jabłko.

Okładka tygodnika WPROST: 37/2018
Więcej możesz przeczytać w 37/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także